Prolog
piątek, 21.września.2007, 21:21
Notka jest (jak widać) wstepem do kolejnych, które będą pisane w nieco inny sposób. Nie jestem zbyt "oblatana" w sprawach graficznych więc blog nie będzie wyglądał idealnie. Ale myślę, że szybko się wprawię i będzie mi szło coraz lepiej. Doświadczoną pisarką też nie jestem i właśnie na tym blogu chcę doskonalic mój warsztat. Będę bardzo wdzięczna za szczerą opinię i krytykę. Następne odcinki będą mam nadzieję coraz dłuższe.
........................................................................................................
Słońce powoli wzeszło i wyjrzało zza pagórków. Oświetliło mały ogródek, w którym kwitło mnóstwo pięknych kwiatów. Najwięcej było róż. Czerwonych, różowych, białych, herbacianych…Wszystko to razem tworzyło nieco zbyt pstrokatą, ale bardzo przyjemną dla oka feerię barw. Promienie ślizgały się po białych ścianach domku i zaglądały w okna. W jednym z nich zasłony nie były zasłonięte. Na parapecie stała doniczka z piękną, czerwoną pelargonią. Koło okna, w łóżku z jasnego drewna, otulona białą pościelą spała dziewczyna o gęstych, wijących się włosach i długich rzęsach rzucających cienie na blade policzki. Pod jej brodą spoczywała gruba książka. Spała spokojnie, uśmiechała się delikatnie przez sen. Na szafce nocnej zaterkotał budzik. Hermiona mruknęła, kopnęła w szafę za łóżkiem i wyłączyła go. Nie zasnęłaby już jednak. Wstała niechętnie i założyła szlafrok. Przed wyjściem do łazienki rzuciła szybkie spojrzenie na kalendarz i rozpromieniła się natychmiast. Już dziś miała jechać do Hogwartu, gdzie wreszcie spotka wszystkich swoich przyjaciół. W te wakacje nie mogła jak zwykle pojechać do Nory. Lord Voldemort powrócił i na świat czarodziejów padł blady strach. Dziewczyna nie opowiedziała o tym rodzicom. Nie chciała ich straszyć. Zresztą zagrożenie nie było teraz jej jedynym problemem. Harry Potter, jej najlepszy przyjaciel, nie odpowiedział jak dotąd na żadny z jej listów. Hermionie było bardzo smutno z powodu śmierci Syriusza, wiele płakała, jednak było to nic w porównaniu do tego, co musiał przeżywać Harry. Tak bardzo chciałaby mu pomóc. Niestety, po raz kolejny w swym szesnastoletnim życiu przekonała się, że nie wszystko można rozwiązać przy pomocy książek i odrobinie inteligencji. Nie brakowało jej wprawdzie kobiecej mądrości i intuicji, ale nie ceniła dotąd tych cech. Teraz czasami chciała po prostu umieć kogoś przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze…i zrobić to w odpowiedni sposób. Nie była nieczuła, w żadnym wypadku. Uważała jednak okazywanie uczuć za słabość. W głębi duszy jednak była ogromnie wrażliwa i odczuwała każdą przykrość o wiele mocniej niż inni.
(...) wszystko już potem za mało
choćby się łzy wypłakało
nagie niepewne
........................................................................................................
Draco Malfoy mimo wczesnej pory już dawno był na nogach. Miał dziś ostatecznie dowiedzieć się, na czym polegało będzie zadanie, które otrzyma. Nie, nie czuł dumy. Bał się. To uczucie rządziło nim najsilniej. Zawsze był tchórzem, odkąd pamiętał. A przynajmniej był o tym przekonany. Nie wiedział bowiem, że odważny nie jest ten, kto się nie boi, ale ten kto wie, że są rzeczy ważniejsze niż strach. Chłopiec zamyślił się. Całe jego życie było rozpaczliwie puste. Nigdy nie był wychowywany, raczej hodowany, jak mały piesek do skakania przez obręcze. Niestety on był hodowany do zabijania ludzi. Od małego uczył się, że mugole są gorsi. To oni spalali ich przodków na stosach, to oni wyrażali się o ludziach magicznych pogardliwie i bali się wymówić słowo „magia”. Należało ich wytępić. Należało przejąć władzę. A raczej należało pozwolić przejąć ją Czarnemu Panu. Draco nie był jednak chciwy ani żądny władzy. Pragnął tylko spokoju i bezpieczeństwa. On też walczył tylko o to. Tyle, że po drugiej stronie.
Straciłem wiarę (...)
nie wierzę w ogóle w koniec
.........................................................................................................
Brązowowłosa Gryfonka rozglądała się na wszystkie strony. Weasleyie zazwyczaj się spóźniali. Niegdzie nie mogła ich dojrzeć.
- Mamo, tato – powiedziała wreszcie – Nie wiadomo, kiedy oni przyjdą. Lepiej już pójdę, zajmę miejsce w przedziale.
- Chyba tak.
Głos Jane Granger posmutniał. Ciężko jej było znów rozstać się z ukochaną jedynaczką. Hermiona natychmiast to wyczuła, ale nie powiedziała nic. Stała tylko sztywno ze wzrokiem wbitym w adidasy. Matka uściskała ją mocno.
- Trzymaj się kochanie. Ucz się pilnie, zresztą o tym chyba nie trzeba ci przypominać – mrugnęła do niej. Dziewczyna zaśmiała się. Chwila niebezpiecznego sentymentalizmu uciekła. Znów można było być spokojnym. Wycałowała rodziców i przeszła przez barierkę na peron 9 i ¾. Rozejrzała się i zauważyła prędko rude czupryny rodziny Rona. Podeszła do nich.
- Hermiona! Cześć! – usłyszała za sobą. Obróciła się z szerokim uśmiechem. Ron strasznie urósł, opalił się i włosy jakby mu ściemniały. Z zaskoczeniem stwierdziła, że jest prawie przystojny.
- Cześć! Jak miło znów was wszystkich zobaczyć! Dzień dobry pani Weasley!
- Witaj kochanie. Musicie się pośpieszyć, pociąg za chwilę odjedzie.
Dziewczyna zarumieniła się, ale zrobiło się jej bardzo przyjemnie. Wiedziała już, że wszyscy w myślach kojarzyli ją z Ronem. Ron był cudownym człowiekiem, posiadał mnóstwo ukrytych zalet, ale brakowało mu tej romantycznej, pociągającej nutki, którą powinien mieć każdy wymarzony chłopak młodej, naiwnej dziewczyny. Chciała czegoś więcej. Mimo wszystko pragnęła miłości, chociaż była rozsądna. Na pewno nie przed ukończeniem szkoły, dobrego szkolenia, znalezieniu pracy, wygraniu z Voldemortem. Potem mogła już spotykać swojego księcia z bajki. Na razie nie miała czasu.
(…) wiesz, że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem
.........................................................................................................
Trójka przyjaciół zaśmiewała się głośno szukając wolnego przedziału. Chłopcy opowiadali Hermionie o nowych, udoskonalonych wyrobach braci Rona i o ich sklepie oraz o tym, jak miło spędzili czas. Dziewczyna nie powiedziała nic, ale robiło jej się przykro na myśl, że jej przyjaciele świetnie się bawili, podczas gdy ona nudziła się w domu. Nie rozumiała, dlaczego nie mogła przyjechać do Rona, skoro mógł zrobić to Harry. Dumbledore stwierdził jednak, że tak będzie bezpieczniej. Bezpieczniej? Dla kogo? Jeżeli już w Norze miało być niebezpiecznie, to chyba Harry znajdował się w o wiele większym zagrożeniu niż ona.
- O, tu jest wolne. Hermiona? Jesteś z nami? – czarnowłosy szturchnął ja delikatnie.
- Tak, tak, jestem. Przepraszam, możemy się dosiąść?
Drobna szatynka siedząca przy oknie obróciła się. Spod czupryny spoglądało smutno dwoje szarych oczu. Skinęła głową. Weszli i wrzucili kufry nad fotele. Hermiona usiadła obok dziewczynki, a Harry i Ron naprzeciwko nich. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Pociąg ruszył.
- My…chyba powinniśmy…powinniśmy... – zająknął się Ron. Obecność nieznajomej dziewczynki krępowała go, nie wiedzieć czemu.
- …pójść do wagonu prefektów – pomogła mu Hermiona. Ona także czuła się nieswojo.
- Mmm…Harry, kup mi czekoladowe żaby. Tu masz kasę…
- Daj spo… - zaczął chłopak, ale szybko umilkł pod ostrzegawczym spojrzeniem przyjaciółki. Rudzielec był bardzo wrażliwy na punkcie pieniędzy i nie lubił, gdy ktoś się nad nim litował.
- Jasne.
Wyszli z ulgą.
- O ja cię…Dobrze, że się urwaliśmy. To dziecko jest jakieś dziwne.
Ron zrobił taką minę, jakby chciał powiedzieć, że wszystkich dziwnych powinno się natychmiast oddać do czubków.
- Nnnie… - odpowiedziała mu przeciągle – Jej jest z jakiegoś powodu smutno…Może boi się pierwszego dnia w szkole. Wiesz, jak to bywa. Wyglądała mi na pierwszą klasę. Może powinniśmy jej pomóc. No wiesz, jakoś pocieszyć…pokazać coś…
- Nie ma mowy! Wystarczy, że musimy się użerać z tymi karzełkami w Hogwarcie, nie zamierzam zaczynać już w pociągu!
- Ron!
Jednak nie umiała się nie roześmiać widząc jego minę pełną przerażenia na samą myśl o takiej możliwości. Tak rozmawiając dotarli do wagonu prefektów. Weszli i zajęli miejsca. Tak jak się spodziewali, byli jednymi z pierwszych. Po mniej więcej dziesięciu minutach zebrali się już wszyscy. Profesor McGonagall wstała i zaczęła mówić, a Hermiona dosłownie chłonęła każde jej słowo. Ron spoglądał na nią z uśmiechem. Ta czarująca, inteligentna dziewczyna była jego marzeniem już od przeszło dwóch lat. I kiedyś będzie jego. Wiedział to.
always-in-love
Nastrój:
tagi: