Powrót

Wreszcie (albo już) nowa notka. Tak na początku chciałabym poprosić o to, że jeśli ktoś czyta i nie komentuje, to miło by było gdyby zostawił choc jedno zdanie. Po prostu chciałabym mieć jakąś orientację, dla ilu osób piszę.
........................................................................................................ W gabinecie wicedyrektor Hogwartu panowała cisza. Dwie grube, szesnastowieczne damy szeptały coś do siebie na portrecie. Przez uchylone okno dobiegały wesołe pokrzykiwania pierwszo i drugoroczniaków. Hermiona stała przed biurkiem, niepewna i nieco onieśmielona. Minerwa westchnęła. Od paru już chwil siedziała bez ruchu, bębniąc palcami o blat. Nie wiedziała, jak ma powiedzieć tej pogodnej, szczęśliwej dziewczynie o tym, co ją czekało. W końcu wstała, przeszła przez pokój i położyła jej dłoń na ramieniu.
-Hermiono – powiedziała prawie spokojnie. Tylko po lekkim drżeniu głosu można było poznać, jak bardzo jest zdenerwowana – Musisz mi obiecać, że to, co ci teraz powiem pozostanie między nami.
Dziewczyna skinęła poważnie głową. Już wcześniej domyślała się, że opiekunce nie chodzi dodatkowe lekcje. McGonnagal spojrzała jej w oczy, a potem zdjęła rękę z jej ramienia i podeszła do okna. Zapatrzyła się na widok za szybą. A widok był rzeczywiście piękny. Niedaleko za oknem rozpościerała się ta bardziej dzika część jeziora. Po szarej tafli wody pływały kępki traw, a po bokach zwieszały się gałęzie i zanurzały w odmętach stawu. Przez szpary w nich przeświecało ostro czerwone światło zachodzącego słońca i odbijało się w wodzie, jeśli weszło się między promienie, można się było poczuć jak w katedrze. Z daleka zaś wyglądało to jak siwa głowa starej panny młodej, otulona tiulowym welonem. Kobieta nie widziała jednak piękna jeziora. Po mniej więcej dwóch minutach przymknęła okno i odwróciła się do Gryfonki. Twarz miała ściągniętą smutkiem.
- To, o czym będziemy rozmawiać nie należy do przyjemnych rzeczy. Musisz się jednak dowiedzieć. Profesor Dumbledore zabronił mi mówienia ci czegokolwiek, ale tym razem uważam, że nie miał racji. Nie patrz tak na mnie, bardzo szanuje autorytet profesora Dumbledora, lecz okłamywanie cię…lub jak to niektórzy twierdzą…”trzymanie w niewiedzy” – tu jej głos zabrzmiał ironicznie – jest co najmniej niewłaściwe, jeśli nie niebezpieczne. Tak, nie-bez-pie-czne.
Hermiona pobladła lekko. Nie spodziewała się aż tak poważnych wiadomości.
- Co…Ale o co właściwie chodzi, pani profesor? – odważyła się zapytać.
- O to.
Dyrektorka wzięła do ręki leżący na biurku opasły tom. Był on zakurzony, oprawiony w mocno już wytartą, brązową skórę. Przewertowała go i w końcu otworzyła na którejś ze stron.
- Proszę, przeczytaj to.
Dziewczyna wzięła księgę i spojrzała na rysunek. Przedstawiał niebo z księżycem w pełni i gwiazdami, które układały się w ogromne koło. W kole tym znajdował się kwadrat z gwiazd, a w kwadracie dwie splecione komety. Pod rysunkiem widniała krótka notatka, napisana odręcznie piórem.
Dnie i noce cierp, pełny bądź żalu, lecz gdy poczujesz miłość, cierp podwójnie, bo to jedyna droga.
- Nie rozumiem – podniosła znad książki czekoladowe oczy.
- Ja również nie rozumiałam. Dopiero profesor Dumbledore wyjaśnił mi…Ten rysunek, jak widzisz, przedstawia koło i kwadrat. Mężczyznę w kobiecie.
- Zdawało mi się, że mężczyznę oznacza się przez trójkąt – zauważyła rozsądnie.
- Dyrektor ma z pewnością powody, aby interpretować to na taki sposób. Dwie komety – dwie dusze. Księżyc w pełni – przyznaję, że nie rozumiem.
- Ale…jaki to ma związek ze mną? –spytała nieśmiało.
- Istnieje przepowiednia, że kobieta półkrwi, o wyglądzie pasującym do twojego, pozna prawdziwą miłość i choć wcześniej cierpiała…
- …w miłości będzie cierpieć podwójnie – skinęła głową.
- Gdy skończy siedemnasty rok życia. Kiedy to?
- 19 września. Ale…przepraszam pani profesor, ale to dość niedorzeczne. Ja nie mam żadnych dowodów.
- Ja również nie, panno Granger. Mam tylko słowo profesora Dumbledora i jemu ufam.
- A mimo to mówi mi pani o tym, choć…
- Dosyć, panno Granger – ton głosu wicedyrektorki z przyjaznego zmienił się w gniewny i ostry – To wszystko, co chciałam pani powiedzieć. Do widzenia.
- Ale ja…Nie, nie, nie, ja muszę się dowiedzieć… - książka wypadła jej z rąk. Wycofała się do drzwi. – Oczywiście – powiedziała sucho – Dziękuję za powiadomienie.
Trzask. Już jej nie było. Minerwa ukryła twarz w dłoniach. Nie tak miało się to odbyć. Nie tak miała opowiedzieć o przepowiedni i o tym, co powiedział dyrektor. „To jeszcze dziecko, Minerwo…Niech dorośnie…Poczekajmy jeszcze…”. Ale ileż można czekać? Mieliby powiedzieć jej to w siedemnaste urodziny? Bolało ją oszustwo, lecz była pewna, że postąpiła właściwie.
.........................................................................................................
Hermiona wrzuciła ze złością kamień do jeziora. To wszystko wydawało jej się zbyt nieprawdopodobne. Książka wyglądała na bardzo starą, takie przepowiednie zazwyczaj są przeinaczane. Nie, to nie było o niej, na pewno. Ileż jest szlam w czarodziejskim świecie? Ile jest kobiet bądź dziewczyn podobnych do niej? Prawdziwa miłość…Jak z „Jeziora Łabędziego”. Ale ona nie była Odettą, a życie to nie bajka. Miłość…Rzecz niezrozumiała. Dziewczyna intuicyjnie wyczuwała, że nie jest jeszcze na nią gotowa.
- Coś się stało? – usłyszała nad sobą zatroskany głos.
- Nie, Harry…Nic takiego, naprawdę…
W końcu cóż to znaczyło wobec jego problemów?
- Hej, przecież widzę, że coś jest nie tak.
Usiadł obok niej, położył głowę na kolanach i spoglądał na jej lewy profil.
- Gdzie Ron?
- W Pokoju Wspólnym. Kłóci się z Ginny. Miałem już dosyć ich wrzasków, więc poszedłem sobie na spacer. Dalej nie dowiedziałem się, co się stało.
- Powiedziałam ci już: nic – odparła nieco zbyt głośno – Nie rozumiem, o co ci chodzi.
Zapadła cisza.
- Hermiona…dlaczego ty uważasz, że nie masz prawa do uczuć?
- Że…co?!
- Dlaczego myślisz, że nad każdym wolno się litować, wolno przystawać, tylko nie nad tobą?
- Nie potrzebuje litości – burknęła. I natychmiast pożałowała tych słów. Ale znów, znów nie wiedziała, jak je cofnąć. Chłopak zmarszczył brwi, odwrócił głowę i zaczął obserwować małego ptaszka, próbującego schwytać rybkę. Chciał być miły, chciał ją pocieszyć, zdawało mu się, że rzeczywiście tak myślała. Pomylił się? W każdym razie znowu zrobił coś nie tak. Nie przyszło mu do głowy, że jego przyjaciółka tak bardzo lituje się nad nim, że pomysł, aby on miał zlitować się nad nią wydaje jej się niedorzeczny. „Nie potrzebuję litości”.
- Ja…ja po prostu…
- Nie, nic się nie stało. Nie powinienem mieszać się w nie swoje sprawy. To ja przepraszam, naprawdę – odrzekł szorstko.
- Nie…Harry, proszę…Przecież widzę, że się gniewasz… - powiedziała cicho.
- Ależ skąd, nie gniewam się. Wcale a wcale – mruknął ironicznie.
- Harry!
- No co?!
- Co ja takiego zrobiłam?
- Nic, przecież powiedziałem. To ty widzisz problem.
- Nie, to ty nie chcesz mi wybaczyć! Wyrwało mi się! Proszę, nie bądź taki.
Odwrócił się powoli, zaskoczony tonem jej głosu.
- Hermiona, ja się nie gniewam. Nie zimno ci?
- Zimno…
- Chodź, wracajmy do zamku.
- Nie, nie chce.
Nie odpowiedział nic. Od tej chwili żadne nie powiedziało już ani słowa. Siedzieli tylko obok siebie, nie myśląc o niczym. Nie było im dobrze, ale przynajmniej nie było już tak źle, jak przed chwilą.
.........................................................................................................
Ron miotał się po Pokoju Wspólnym.
- Bo gdyby całowała się z kimś normalnym! Gdyby z kimś normalnym, to bym zrozumiał! Ale on nie jest normalny i ty Harry dobrze o tym wiesz, więc się nie śmiej!
- Ależ…wcale się nie…
- Tylko dlaczego z nim?! Czemu nie z tobą na przykład?!
- Też tego nie wiem – przyznał Harry. Przyjaciel zerknął na niego podejrzliwie:
- Ale to nie znaczy, że byś chciał?
- Nie – zaprzeczył szybko.
- No!
- A z kim się całowała? – spytała nieśmiało Hermiona.
- Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? – łypnął na nią ponuro.
- Całkowicie.
- Z Johnem Andrewsem. To laluś.
- Nie jest taki zły – droczył się kumpel.
- Harry!
Nagle dziura pod portretem otwarła się gwałtownie i wpadła dziewczynka z przedziału. Była blada i przejęta.
- Szybko! – krzyknęła – Uciekajmy! Śmierciożercy są w Hogwarcie!
always-in-love
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

wtorek, 16.października.2007, 11:41
83.27.72.237

Aaa... piszesz teraz też i dla mnie ;) Podoba mi się ... bardzo :))Powiadamiaj mnie o notkach i jeżeli masz ochotę przeczytaj tez i moje opowiadanie, które.. heh ma dopiero jedną część ;D :PP
Pozdrawiam
Allysa ;*

wtorek, 16.października.2007, 22:33
83.4.238.89

A więc to znowu moja skromna osoba ;)) Chciałam podziękować za komentarz ;*:* oraz poinformować o nowej notce ;)
Pozdrawiam ;*
Allysa ;*

środa, 17.października.2007, 20:41
83.27.95.190

To znowu ja ;D Hehe xD Ależ się tu kręce ;D Jeszcze trochę i mnie wyrzucisz z bloga hihi ;*:) Cóż chciałam Cię poinformowac o next part u mnie ;)) Mam nadzieję, że zajżysz :PP I W KOŃCU DODASZ COŚ U SIEBIE ;)):*
Pozdrawiam ;*
Allysa ;*



A B O U T M E



Fav me
Only me

Now I am: {akcja}

B O O K
Add || Look


There were people.

F R I E N D S
dodatki-hphermiona-draco-story

L I N K S


C L U B S


M E M O R I E S
2007
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
maj (1)



B U T T O N S
Wejdz i wybierz cos dla siebie!!

A B O U T L A Y

Lay & HTML made by Eris for dodatki-dla-kazdego, where you could find more.
Photos from many sites especially google.com and veritaserum.com
Brushes - I don't really know.
Idea - spent a lot of time in my computer and now is here.