Że mi się notka nie podoba, to norma. Stwierdziłam jednak, że ostatnią dodałam czterdzieści dni temu i pasuje coś tam napisać:). Mam nadzieję, że nie jest bardzo nudna.
......................................................................................................... Przez półotwarte okno wpadały do klasy promienie jesiennego słońca. Jak na wrzesień było bardzo ciepło i nic dziwnego, że większość uczniów chciała już być jak najdalej od klasy transmutacji. Hermiona również niezbyt mogła się skupić tego dnia. Wczorajszego wieczoru do szkoły nadeszło pismo z Ministerstwa Magii, w którym sam Rufus Scrimgeour podał datę rozprawy sądowej nakazując równocześnie, aby dyrektor uważnie obserwował uczennicę. Dziewczyna westchnęła cicho i oparła brodę na dłoni. Jeśli się jej nie uda obronić…Nie, takiej opcji nie ma! Musi się udać, musi pozostać w szkole. „To ten kretyn powinien dostać wyrok. A już na pewno jego ojciec” – pomyślała. Znajomości…Można nimi było załatwić wszystko albo prawie wszystko i świetnie o tym wiedziała.
- Panno Granger – surowy głos profesor McGonagall rozbrzmiewał echem w jej głowie – Bardzo proszę o uwagę. To zaklęcie z pewnością pojawi się na Owutemach.
Poderwała się gwałtownie. Tylko czy będzie miała szansę chociaż do nich przystąpić?
- Tak więc – podjęła nauczycielka – Wszyscy weźcie sobie z tego pudła jeża…ostrożnie panie Longbottom…a teraz proszę wyciągnijcie ró…
Urwała. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.
Przez niewielką szparę wsunęła się głowa Snapa.
- Przepraszam, mógłbym zabrać pana Malfoya z lekcji? – zapytał oschle.
- Nie jestem pewna – głos McGonagall zabrzmiał tak samo oschle – Przerabiamy właśnie…
Hermiona, obserwująca z uwagą obu nauczycieli zauważyła, że profesor spojrzał na jej opiekunkę ni to z naciskiem, ni to z oburzeniem i dziwnie przewrócił przy tym oczami.
- To znaczy…jeżeli to ważne, to proszę go zabrać…
.........................................................................................................
- Panie profesorze, o co chodzi? – Draco wyciągał nogi jak tylko mógł, żeby nadążyć za swoim opiekunem – Czy coś się stało?
Snape zatrzymał się przed posągiem.
- Karaluchowy blok. Zobaczysz.
Chłopak wskoczył szybko na schodki. Czy to możliwe, że…? Profesor zapukał i wszedł pierwszy, a za nim wsunął się Ślizgon, wyglądając ostrożnie zza jego rękawa. Na środku gabinetu ze zdumieniem ujrzał Dumbledora i swojego ojca. Ten pierwszy miał poważny, choć łagodny i raczej zadowolony wyraz twarzy, natomiast drugi na widok syna uśmiechnął się, lecz nie za szeroko.
- Draco – powiedział prawie serdecznie – Witaj. Dowiedziałem się, co się stało. Ale nie przejmuj się, tę dziewczynę spotka to, na co zasłużyła.
- Nie wątpię, Lucjuszu – odezwał się dyrektor – Wybacz, ale…
Arystokrata znów się uśmiechnął.
- Tak, wiem. Porozmawiajcie i nie przejmujcie się, my wyjdziemy.
Złapał Malfoya juniora za ramię i poprowadził do drzwi. Dracon czuł się jak w jakimś wyjątkowo oryginalnym śnie. Chwilowo nie był jeszcze pewny, czy należałoby zaliczyć go do koszmarów.
- Tato, o czym oni rozmawiają? – spytał, gdy tylko znaleźli się na korytarzu.
- A takie ich sprawy, jak to podwładny z przełożonym…Ale to nieważne. Co powiesz na mały spacer po błoniach?
- Jak wolisz. Czemu…czemu nie przyjechałeś wcześniej?
Na usta cisnęło mu się pytanie: „Czemu przyjechałeś w ogóle?”. Lucjusz popchnął drzwi:
- Sam rozumiesz – praca, problemy z ministerstwem, takie tam.
Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Ryby pluskały w jeziorze, a w gałęziach drzewa cicho śpiewał jakiś ptak. Starszy Malfoy przechadzał się wolnym, dystyngowanym krokiem. Wyglądał na kompletnie rozluźnionego, choć jak zawsze elegancko, ale Draco wzdychał, przyspieszał i zwalniał kroku, w końcu przystanął i nabrawszy powietrza do ust, spytał:
- Jakiego rodzaju miałeś problemy w ministerstwie?
Jego ojciec wzruszył lekko ramionami.
- Tego, co zawsze.
Stanęli nad wodą na niewielkim wniesieniu. Chłopiec wsunął ręce do kieszeni i przygryzł dolną wargę. Lucjusz obserwował go przez chwilę.
- Skakaliśmy tu z kolegami na główkę. Zazwyczaj po to, żeby popisywać się przed dziewczynami. Twoja matka zawsze to wyśmiewała..
Draco zadygotał, chociaż było bezwietrznie i wręcz gorąco.
- Gdzie ona teraz jest?
- Oficjalnie na Jamajce. I mam nadzieje, że nie powiedziałeś prawdy nikomu. Nawet Blaisowi.
- Nie, ale czy ona…
Urwał.
- Podobno radzi sobie doskonale. Będę się już musiał z tobą pożegnać. Ucz się i nie dawaj dziewczynom powodów do uderzania twoją głową o podłogę – mrugnął do niego ojciec i wyciągnął dłoń. Draco podał mu swoją i poczuł, że trzyma w niej kartkę.
.........................................................................................................
Blondyn rzucił się na łóżko. Jego klasa miała jeszcze jedna lekcję i mógł w spokoju zastanowić się nad wszystkim. Ojciec zachowywał się inaczej. Zbyt miło. Zbyt nienaturalnie, choć ktoś, kto by go nie znał, nic by nie zauważył. A matka…Jamajka. Wczasy, odpoczynek i takie tam. A naprawdę wykonywała misję. Jaką? To pytanie chłopak zadawał sobie od ponad miesiąca. Przeczesał palcami włosy. Wyciągnął z kieszeni pomiętą i mokrą od jego spoconych dłoni kartkę. Kolejny raz przeczytał ją z taką samą złością, jak za pierwszym razem.
Draco,
Szczęśliwie się składa, że miałem akurat jakiś powód, by Cię odwiedzić i przekazać Ci te informacje. Nie mogłem nic mówić, gdyż podejrzewam, że byliśmy śledzeni. Czarny Pan rozkazuje nie oskarżać zbytnio szlamy. Jest przyjaciółką Pottera i odegra znacząca rolę w pewnych wydarzeniach. Tak więc traktuj ją nieco milej niż zwykle. Podpowiem Ci, że dla dobra Twojej matki lepiej będzie, aby ta dziewczyna nie była do nas negatywnie nastawiona. Nie będę ukrywał, że misja nie wychodzi jej i być może to ostatnia deska ratunku. Pomóż Granger na rozprawie. Załączam potrzebną Ci do tego listę lektur.
Lucjusz Malfoy
Prychnął. Akurat, ma być miły, ma pomóc i co jeszcze? Może przeprosić za wszystkie te lata i zaprzyjaźnić się? Mógłby się nie przejąć, ale…bał się. O swoją matkę i ciut bardziej o siebie.
......................................................................................................... Hermiona zerwała się z fotela, na którym siedziała.
- Jesteś pewny? Neville, jesteś pewny?!
- Widziałem ich nad jeziorem. Nie wyglądali na zbyt zadowolonych z życia.
Harry uderzył pięścią w oparcie kanapy.
- Na pewno knuli, jak cię wyrzucić.
- Ale…jeśli Malfoy ma serio jakieś, no wiecie, znajomości…
Hermiona prychnęła i opadła na sofę obok Harrego.
- Zna się z niejaką Angeliką Evans – podniosła głowę Ginny.
- Evans?
- Och, nie sądzę, żeby miała cokolwiek wspólnego z twoją mamą, Harry! Pochodzi z jakiegoś rodu czystej krwi. Ale chciałam wam powiedzieć, że będzie prowadzić tę sprawę.
- Co?! – zawołała Hermiona – Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Sama dowiedziałam się dopiero wczoraj. Podobno Malfoy chwalił się w Pokoju Wspólnym, że cię wywali ze szkoły, a jak dobrze pójdzie to wsadzi do Azkabanu. Oczywiście to tylko takie gadanie – dodała szybko.
- Jaki…
- Co to znaczy…zna się? – zmarszczył brwi Ron.
- Nie domyślasz się? – jego siostra znów pochyliła się nad książką.
Hermiona zaśmiała się nerwowo.
- Pewnie nikt o tym nie wie?
- Udają, że nie wiedzą, ale przecież to niemożliwe, żeby…
- I minister pozwolił jej prowadzić…
- Cicho, Harry! Myślisz – dodała szeptem, a wszyscy pochylili się ku niej – że minister nie ma ważniejszych spraw, niż romanse swoich pracowników? A poza tym chyba ona też ma odrobinę przyzwoitości.
Ron spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- No, pewnie tak. Hermiono, napisałaś wypracowanie z eliksirów?
- Nie dam ci odpisać. No trudno, nic nie poradzimy. Po prostu…eee…trzeba mieć nadzieję, że wszystko się ułoży.
.........................................................................................................
- Draco? Mogę wejść?
Blondyn poderwał się z łóżka i przygładził pośpiesznie włosy.
- Jeśli musisz – warknął – Wciąż jestem obrażony – zaznaczył.
Blaise uśmiechnął się lekko.
- Twój rekord – zauważył – Jak dotąd, najdłużej nie odzywałeś się do mnie dwa dni.
Malfoy wystawił głowę przez okno i utkwił wzrok w jeziorze. Zabini przeszedł się po pokoju. Był tylko trzyosobowy, podczas gdy w większości dormitoriów spało pięć osób. Na półkach stały małe figurki ze złota. Chłopak wziął jedną z nich do ręki. Przedstawiała małą dziewczynkę na huśtawce. Złote włosy fruwały na wietrze, a szata mieniła się jak w słońcu.
- Gdzie to kupiłeś?
- Była w moim domu odkąd pamiętam – odparł Dracon, nie poruszając się – Robiona na zamówienie.
- Kogo?
- Nie wiem. Pewnie matki.
Kolega stanął obok niego.
- Ładnie dziś. Tak miło, ciepło. Można by na wieczór skoczyć do Hogsmeade, bo niedługo seria sprawdzianów i…
- Skoczcie beze mnie.
- Dlaczego?
Malfoy spojrzał na niego twardo.
- Bo ja nie chcę nigdzie wychodzić – wycedził – Dotarło?
Zapadła cisza. Blaise postawił huśtawkę na oknie i popychał ja palcem, tak że poruszała się gwałtownie w obie strony, zaś dziewczynka wrzeszczała.
- Ucisz to! – krzyknął nagle Malfoy. Zabini drgnął.
- Nie musisz się tak denerwować – odpowiedział spokojnie – Jeśli coś co nie pasuje, to…
Draco zatkał palcem usta dziecka.
- Lubisz czytać? – spytał nagle.
- Wiesz, że tak.
- Potrzebuję, żebyś przeczytał parę książek i mi opowiedział.
I podał mu kartkę od ojca.
always-in-love
Nastrój:
tagi: