Blaise odchylił głowę w tył i przetarł oczy. Był wykończony. Chciał tylko do łóżka. Ale Malfoy potrafił pokazywać takie nieziemskie fochy…Kiedy Zabini powiedział mu, że takiej ilości informacji nie zapamięta i nie opowie mu w żaden sposób, ten nie odzywał się do niego pełne dwadzieścia godzin, siadał na drugim końcu stołu i najgłośniej jak mógł „zwierzał się” Pansy, że na nikogo już nie może liczyć. Każdy by ustąpił. Dla świętego spokoju.
- Cholerna Granger – mruknął chłopak pod nosem – A żeby ją szlam pochłonął.
Zerknął na zegarek. Kwadrans po jedenastej. Miał naprawdę dosyć.
- Przeszkadza ci coś, Zabini? – spytał Draco takim tonem, jakby się pytał, czy nie zamknąć okna. Blaise łypnął na niego ponuro i przewrócił kartkę.
- Pamiętasz oczywiście, co mi za to obiecałeś?
Malfoy też wyciągnął się w fotelu i spoglądał na niego, obracając w palcach pióro.
- Pamiętam…Ale ty za to wyjaśnisz mi, czemu ci tak na tym zależy.
- Co dostanę za to, że ci wyjaśnię?
Blondyn roześmiał się niezbyt szczerze i raczej złośliwie, ale za to głośno.
- Pomyślmy. Może Pansy będzie odrabiać twoje zadania do końca semestru?
- Żartujesz, prawda? Ma okropne pismo i robi błędy ortograficzne.
- Będę ci stawiał piwo następnym razem z Hogsmeade?
- Za mało.
- Och – westchnął – Co ja bym mógł jeszcze wymyślić? Coś takiego, co mogłoby spełnić twoje oczekiwania…
Blaise podniósł powoli głowę. Dracon wydawał się być w dobrym humorze, więc może udałoby mu się porozmawiać z nim o tym, co zastanawiało go od początku roku szkolnego.
- Nie idziesz spać? – zapytał lekko.
Jego kolega znów się roześmiał. W ogóle dużo się śmiał tego wieczoru.
- Jeśli chcesz możemy wyjść.
- Więc wyjdźmy. Do twojego dormitorium?
Wstali i wspięli się po schodkach do pokoju Draco. Na jednym z łóżek siedzieli Crabbe i Goyle, szepcząc coś do siebie. Malfoy obrzucił ich uważnym spojrzeniem. Takie zachowanie było dla nich zdecydowanie nietypowe. Odchrząknął i wskazał ręką na drzwi. Obaj jednocześnie podnieśli się i wyszli. Ledwo to zrobili, natychmiast zmienił wyraz twarzy z władczego na uprzejmy, a jego zwężone oczy rozszerzyły się z powrotem.
- Chciałeś zadać mi jedno pytanie, czy liczysz na dłuższą rozmowę?
- Zdecydowanie dłuższą.
- W takim razie najwygodniej nam będzie na łóżku. Może coś do picia? Kremowe? Ognista? Sok z dyni?
- Niech będzie kremowe.
Zabini obserwował jak przyjaciel wyciąga spod łóżka pudło i wydobywa z niego dwa piwa. Oczywiście nie chciało mu się za każdym razem wysyłać swoich goryli do kuchni, więc miał w tej skrytce spory zapas różnych przysmaków i napojów. Większość i tak pochodziła nie od skrzatów, lecz z paczek, które dostawał z domu każdego tygodnia. Otworzył wprawnym ruchem obie butelki i podał jedną Blaisowi. Był prawdziwym arystokratą, to można o nim było śmiało powiedzieć, niezależnie od tego, jakie by miał wady. Usiadł na łóżku obok kolegi. Przez chwilę obaj sączyli wolno swoje piwa. Draco wydawał się być nieobecny myślami, a Blaise zastanawiał się, od czego zacząć. Blondyn spojrzał na niego w końcu.
- Chciałeś zapytać, dlaczego nie dostaje listów od matki, tak? – powiedział lekko i zamieszał resztką płynu w butelce.
- No cóż…
Chłopak roześmiał się – znów nieszczerze.
- Ona chce odpocząć – rzucił wymijająco. Zabini ostrożnie położył rękę na jego ramieniu. Malfoy znieruchomiał.
- Draco, na pewno wszystko ok.?
- Tak, tak. – Starał się na niego nie patrzeć. – Chociaż czasami trudno być pewnym…Ale o czym my mówimy! Jeszcze jedno kremowe?
.........................................................................................................
Ginny odsunęła z twarzy rude włosy i oparła się o ścianę.
- Harry…
- Tak?
- Długo jeszcze?
- Nie wiem…
Cicho. Gdzieś na piętrze wyżej jakaś czarownica piskliwym głosem rugała swoich podwładnych. Poza tym cicho.
- Jak w grobowcu – wyrwało się dziewczynie.
- Co?
- Cicho jak w grobowcu – powtórzyła zmieszana.
- Ach…rzeczywiście.
I znowu cisza. Znowu pełna zakłopotania wymiana spojrzeń. I te słowa.
- Boję się… - „…że mnie tu nie chcesz. Że ci przeszkadzam.”
- Nie bój się, Gin. – „Wszystko będzie dobrze”
Zaśmiała się.
- Wszystko będzie dobrze, co? To chciałeś powiedzieć? Och, Harry. – „Ty mój bohaterze, ty słodki, naiwny…”
- Och, Ginny… - „Cóż za ironia. Czemu? Czemu?!”
- Słucham?! – „Ta nuta romantyzmu…”
- Och, mmm…chyba koniec rozprawy. – „Chyba nie, ale przestań na mnie patrzeć.”
- Nie. Nie koniec. – „Nie kłam. Czemu nie chcesz, żebym na ciebie patrzyła?”
Milczenie. „Zdejmij ze mnie to spojrzenie, dziewczyno. Zdejmij zaraz.” Minuta…Dwie…”Skoro nie chcesz.” Pięć minut…Kwadrans…
.........................................................................................................
Hermiona gwałtownie podniosła głowę. Na jej białych policzkach widać było jeszcze ślady łez ulgi. Draco mimowolnie pomyślał, że chyba od dawna kiepsko śpi, takie miała podkrążone oczy. Pewnie przez niego i tę całą sprawę. Nie żeby mu to przeszkadzało. W końcu był Malfoyem, uwielbiał być wredny. Kochał ranić. Tylko czasem tak dziwnie mu się robiło, kiedy ktoś próbował zranić jego.
- Ja ci tylko dziękuję – powiedziała ostro – To normalne. Myślałam, że raczej będziesz robił wszystko, by mnie wyrzucili – dodała, jakby się usprawiedliwiając. Nie odpowiedział.
- Ale zachowałeś się w porządku – mruknęła więc – I za to…tego…dzięki.
Chłopak rozsiadł się wygodnie na ławce. Patrzył na nią uważnie. Myślał, jak poważnie i smutno wygląda w tym szarym kostiumie i czarnych butach. I jakie ma smutne oczy, chociaż wszystko skończyło się (dla niej) dobrze. Ona też patrzyła. I zastanawiała się, czy specjalnie przybiera taką postawę, czy po prostu się zamyślił. A ten jasny kosmyk sterczący nad uchem to efekt roztargnienia lub zaniedbania, czy celowe ułożenie fryzury? Wszystkie włosy idealnie przylizane, tylko nad uchem skacze taki jeden mały loczek.
- Nie wiedziałam, Malfoy, że prostujesz włosy. – Nie mogła odmówić sobie tej małej ironicznej uwagi.
Zbiła go z tropu czy tylko udawał zakłopotanego? Chwycił w palce ten nieszczęsny pukiel i bawił się nim, nie spuszczając z niej wzroku. Jego policzki powoli pokrywały się delikatnym różem. Znowu aktorskie zagranie?
- Każdy ma swoje sekrety – bąknął – Mniej lub bardziej pociągające. Twoje są pewnie raczej mniej – stwierdził drwiąco.
Być może w innym wypadku obrzuciłaby go pogardliwym spojrzeniem i odeszła, ale dziś rozpierająca ją radość była tak wielka, że zapomniała nawet o tym, jak bardzo go nie cierpi.
- Owszem, ale kilka jest ciekawszych – wzruszyła ramionami – Czytuję mugolskie romanse.
- To rzeczywiście mroczna tajemnica – przyznał z powagą – A teraz pozwoli panienka, że się oddalę, gdyż zbliżają się przyjaciele panienki i nie jestem pewien, czy będą do mnie przyjaźnie nastawieni.
Rzeczywiście, właśnie biegła do niej Ginny.
- Och, Hermiono…uniewinnili cię…tak? – wydyszała.
- Tak! – zawołała ze śmiechem – Wszystko w porządku! Wracamy do szkoły!
.........................................................................................................
Tak sobie po prostu poszła i nawet się nie pożegnała! Po tym, jak okazał się taki wspaniałomyślny! O nie, tak się nie robi! Niewychowana, pusta, szlamowata, bez krzty szacunku dla takich jak on…! O nie! Draco ze złością kopnął kamyk, który wleciał prosto do studzienki kanalizacyjnej. Nie pomogło. Nadal był wściekły, zmęczony i upokorzony całą tą rozprawą. I całą tą, tą…tą Granger. Obrzydliwa, roztargana, smutna, wkurzająca…szlama. O. I już. Napięcie powoli z niego opadało. Szlama. Czego tu oczekiwać?
always-in-love
Nastrój:
tagi: